WIOSNA
- Półmaraton Ślężański - odbywa się miesiąc przed Cracovia Maraton. Byłby więc dobrym sprawdzianem formy. Nie wiem jednak jak to będzie, bo musiałbym zarwać kolejny zjazd na studiach (jeden zarwę właśnie w Krakowie). Wymyśliłem więc chytry plan, że zarwę go częściowo. W drodze do Wrocławia zajadę do Sobótki, przebiegnę półmaraton, pojadę do Wrocławia (tam szybki prysznic) i zdążę jeszcze na zajęcia :)
- Cracovia Maraton - absolutny priorytet w tym roku. Pod niego ułożone są wszelkie przygotowania. Celem jest pobiec poniżej 3:45
- Coś jeszcze - miał być jeszcze półmaraton w Jaworze lub Nowej Soli, ale co? Oczywiście odbywają się w terminie studiów. Trzeba będzie poszukać czegoś innego.
- 12-godzinny Podziemny Bieg Sztafetowy w Bochni - miałem plan żeby zebrac jakąś drużynę i zapisac się na losowanie (ilośc startujących drużyn jest ograniczona i są one losowane), ale co pokrzyżowało mi plany? K***a mac studia :P
W lecie ciężej jest znaleźc coś fajnego, ale na pewno też będę chciał gdzieś wystartowac przed sierpniem, kiedy to nadejdzie:
Izerska Wielka Wyrypa - 50 kilometrów biegu na orientację. Tegoroczna edycja podrażniła mi ego. Załapałem kontuzję i nie mogłem ukończyc całości trasy. Cud, że wróciłem do bazy o własnych siłach. Mam z tą imprezą rachunki do wyrównania.
JESIEŃ
- Maraton Wrocławski - tak blisko, że żal nie pobiec. Cele zdefiniuję sobie po Cracovia Maraton.
- Kaczawska Wyrypa - kolejny 50 kilometrowy bieg na orientację. Będzie to pierwsza edycja tej imperzy. Na dodatek baza ma znajdowac się pod samym nosem, bo w pobliskiej Świerzawie.
- Bieg Barbórkowy o Lampkę Górniczą w Lubinie - brak wpisowego, duża ilośc uczestników, dobra organizacja i atestowana trasa. Na dodatek również blisko. Tam będę chciał pobiec życiówkę na 10 km.
- Półmaraton Legnicki - głównym argumentem oczywiście jest to, że...JEST BLISKO :)
No i póki co tak to sobie wymyśliłem :) Oczywiście poza maratonem w Krakowie, Wrocławiu i Izerską Wyrypą wszystko jest ruchome i wiele się może zdarzyc.
Tymczasem trochę z innej beczki. W piątek jadę sobie do Łodzi. I to wcale nie biegac. Jadę sobie na koncert zespołu Muse, który już od paru ładnych lat chciałem zobaczyc na żywo, bo są u mnie zaraz po U2. Mam zamiar bawić się przednio. Dla nieznających (chociaż dziwie się jak można nie znac) ten oto kawałek:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz