Miałem już nigdzie nie startować w tym roku. Tym bardziej do głowy nie przychodził mi start nocny. Tym bardziej na orientację. Przez przypadek wypatrzyłem jednak gdzieś w internecie zajawkę imprezy organizowanej przez KS Artemis z Wrocławia. Miała się ona odbyć w Bystrzycy Oławskiej i mieć właśnie charakter nocnego bieguna orientację na dystansie 14km. Do wyboru była również 35 kilometrowa trasa rowerowa. Poczytałem, że zawody mają dobrą opinię, pomyślałem parę dni czy oby na pewno mi się chcę i zapisałem się. Start oczywiście czysto rekreacyjny, bez żadnej spinki na wynik.
Rano zawitałem jeszcze do Wrocławia żeby pojawić się na zajęciach i nie tylko pokazałem się, ale grzecznie uczestniczyłem we wszystkich. O 15.00 szybki obiad i w drogę. Na miejsce przybyłem około 16.30 gdzie czekały na mnie już tłumy...dwójka innych uczestników i organizatorzy. Pomogliśmy trochę przy rozpaleniu ogniska, a w międzyczasie przybywali kolejni. Po odebraniu karty startowej dłuższą chwilę zajęło mi przebranie się w samochodzie. Start nastąpił w dwóch turach, ponieważ orgowie nie spodziewali się chyba szturmu tak dużej liczby ludzi w jednym momencie (zapisanych było 250 osób, ile faktycznie wystartowało, jeszcze nie wiem). Pierwsza grupa w której znalazłem się ja, ustawiła się na starcie o 17.50. Otrzymaliśmy mapy. Ja zdecydowałem się zaliczać punkty kontrolne "pod prąd", czyli od PK16. Na mapie jego umiejscowienie wyglądało banalnie, a lubię mieć taki właśnie start żeby odpowiednio "wstrzelić się w mapę". O 18.00 nastąpiło odliczanie i start pierwszej grupy, który można zobaczyc tutaj:
Ruszyłem drogą na południe w stronę boiska obok którego miał się znajdować budynek, a na nim PK16. Część osób, która zdecydowała się zaliczać punkty w "prawidłowej" kolejności skręciła w lewo. Po chwili biegu wypatrzyłem po prawej stronie boisko i z łatwością podbiłem punkt. Powrót do drogi i kurs obrany na PK15 (brzeg suchego jeziorka). W międzyczasie dołączył do mnie Pan Kazimierz, a że tempo miał żwawe i zawsze to w towarzystwie jaśniej i ciekawiej, całą trasę od tego momentu pokonywaliśmy razem. Skręciliśmy w leśną drogę na zachód wypatrując po prawej stronie wspomnianego suchego jeziorka, cokolwiek to znaczy. Po chwili wypatrzyliśmy coś co rzeczywiście mogło nim być, weszliśmy głębiej w las i znaleźliśmy punkt. Powrót do drogi i tutaj nastąpił najdłuższy przelot między punktami. Kierowaliśmy się dalej drogą na zachód aż do leśnej przecinki, gdzie należało skręcić w prawo. PK14 był zlokalizowany na środku polany. Skręciliśmy, zlokalizowaliśmy polanę, punkt podbity bez problemu. Tak samo jak PK13 do którego należało pobiec trochę zarośniętą przecinką na południe. Do tej pory wszystko wchodziło gładko. Pierwsza mała wtopka zaliczona została przy PK12 (porzucony wóz kempingowy). Miał znajdować się na polanie do której dotarliśmy czerwonym szlakiem. Problem w tym, że za pierwszym razem chyba niedokładnie ją przeszukaliśmy i po chwili uznaliśmy, że to jeszcze nie ta polana i postanowiliśmy sprawdzić jeszcze kawałek dalej. W tym momencie po drugiej stronie drogi pojawiła się polana na której miał już stać PK11. Najpierw podbiliśmy więc 11, a potem na szagę wróciliśmy przez las i znaleźliśmy nieszczęsny kemping. Straciliśmy na tym ładnych parę minut i wyprzedziło nas kilka osób. Żwawo ruszyliśmy w kierunku banalnego PK10 (dąb), potem do PK9 (organizatorzy chyba lubią dęby:D) i od tego momentu zaczęły się kolejne schody. W niedalekim sąsiedztwie znajdować się miały 4 kolejne punkty. Namierzyliśmy się na PK8, a w rezultacie wyszliśmy prosto na PK6 :) Gdzieś w tym momencie (a przynajmniej tak podejrzewam) zostało mi zrobione te oto zdjęcie:
Trochę się tam zagmatwaliśmy, pobiegaliśmy trochę po tym grodzisku we wszystkie strony i udało się podbić wszystkie znajdujące się tam punkty. Straciliśmy jednak przynajmniej kolejnych 10 minut. PK4 na brzegu jeziorka odnalezione za to sprawnie i szybko. Stamtąd tylko rzut beretem do PK3 (pod mostem). Schodząc do koryta strumienia zaliczyłem jedynego tej nocy orła. Upaprany w błocie od dupy tyłka w dół podbiłem i ruszyliśmy na północ w stronę PK2 (zakręt koryta, od NE). I tutaj największa moim zdaniem wtopa tej pięknej nocy. Wbiliśmy się w koryto i nie widząc punktu poszliśmy nim w prawo, podczas gdy punkt stał jakieś 20 metrów od nas z tym, że w drugą stronę. Po chwili zorientowałem się, że już chyba za daleko człapiemy tym korytem i zarządziłem odwrót. No i rzeczywiście wisiał sobie na drzewie. Kolejne 10 minut do tyłu. PK1 na mostku (organizatorzy upodobali też sobie wszelakie mosty i kładki:) to już formalność. Zaliczony, a stamtąd prosta droga w kierunku mety. Zawiodłem się trochę, bo ani przed nami, ani za nami nie było widać nikogo, a miałem ochotę w końcówce się trochę pościgac. Pisząc to nie znam jeszcze nawet oficjalnego czasu, bo po drodze rozładował mi się telefon, ale będą to okolice 2 godzin i 20 minut. Jak na rekreacyjny start dosyć ładnie, ale gdyby nie nawigacyjne wtopy mogłoby być jeszcze lepiej. Po ogarnięciu się posiedzieliśmy trochę wraz z innymi biegaczami przy wspólnym ognisku, gdzie można było usłyszec wiele opowieści z młodości starszych uczestników :) Wszystkich obecnych tam wtedy pozdrawiam:) Na koniec dwie krótkie lekcje:
LEKCJA I
Biegi trailowe dają nieporównywalnie większą frajdę niż biegi uliczne. Zaczynam się poważnie zastanawiac nad modyfikacją planów na rok 2013.
LEKCJA II
Startując w nocy zaopatrz się w czołówkę lepszej klasy. Przynajmniej dwóch wtop można było uniknąc gdyby tylko w pobliżu było więcej światła.
Podsumowując, imprezę trzeba polecić innym. Ja wracam za rok :) Pod spodem zamieszczam jeszcze zdjęcie mapy z zaznaczonymi punktami kontrolnymi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz